|
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ciekawi na Blox.pl
since Feb 26, 2006 |
wtorek, 07 marca 2006
Paradoks, Smerfy I Ufoludki
Skarbówka zatrudnia jednego Obcego i jednego smerfa. Nie ma innego wytłumaczenia. Podczas całodniowego spędu introdukcyjnego przedstawiono nam dwóch działaczy związkowych. Jeden był niezwykle wysoki i chudy, za to z przeogromną głową i płatami czołowymi wielkości sporych kokosów. Drugi był niski i niepozorny, i raczej nie rzucał się w oczy do momentu, gdy przemówił. Gość jest albo naturalnym męskim sopranem albo jest permanentnie napompowany helem! Biję się w pierś, że nabijam się z fizycznych cech innych osób, ale razem stanowili niezapomnianą parę. -------------------------------------------- Pierwszy paradoks biurowy mam już za sobą. Pewna grupa (nie zdradzę jaka) zagranicznych przedsiębiorstw prowadzących działalność w Nibylandii nie musi automatycznie odciągać podatku dochodowego z pensji pracowników. Zamiast tego powinna wypłacać im pensję brutto i pozostawić rozliczanie podatku w ich gestii. W rzeczywistości całkiem sporo takich firm woli odciągać podatek automatycznie, dla wygody zarówno pracowników, jak i księgowości. Problem polega na tym, że z punktu widzenia prawa podatkowego nie możemy (oho, piszę już "my") uznać tych pieniędzy za zapłacony podatek. Jednocześnie nie istnieje żadna podstawa prawna, by im tego zabronić. By nie komplikować sytuacji pracobiorcom, w przypadku poprawnego odciągnięcia, zadeklarowania i uiszczenia podatku Skarbówka patrzy przez palce i traktuje to jako zapłacony podatek.
Najciekawsza sytuacja powstaje wtedy, gdy firma zgłasza odciągnięty podatek w deklaracji podatkowej, lecz jednocześnie nie przekazuje pieniędzy Skarbówce. W tym momencie zalegającym z podatkiem okazuje się... pracownik, bo teoretycznie to on nie zapłacił podatku dochodowego (przecież firma nie ma takiego obowiązku). W momencie otrzymania pisemka od Skarbówki szczęka takiego pracownika uderza bezsilnie o podłogę, bo przecież on otrzymał pensję netto i był szczerze przekonany, że pracodawca przekazał pieniądze nam. Taka sytuacja jest dość nie fair (mimo, że jest całkowicie zgodna z dziurawym prawem). Wobec tego nasz zespół miał wysmarować projekt pisemka do wszystkich zagranicznych firm z tej grupy, w którym zawarta ma być SUGESTIA (absolutnie nie nakaz, nawet nie zachęta) wypłacania pensji brutto i pozostawienia rozliczenia się z fiskusem pracownikom. Jednak nie możemy zdradzić, DLACZEGO zależy nam na takim rozwiązaniu i jaka jest podstawa prawna. Bo gdybyśmy napisali, że w rozumieniu prawa podatkowego nie możemy uznać przekazanych nam pieniędzy za uiszczony podatek to firma wystosuje pisemko typu: "Hmmm, no dobrze. To co my w takim razie wam płaciliśmy przez te wszystkie lata?" W tym momencie zarządają zwrotu pieniędzy wraz z odsetkami, my będziemy musieli je wypłacić i zwrócić nasze macki ku Bogu ducha winnym pracownikom. Wyobraźcie sobie, że nagle okazuje się, że musicie uiścić zaległy podatek dochodowy za trzy, pięć, dziesięć ostatnich lat. To nie są małe sumy. A że nie chcemy ruinować ludziom życia, staramy się zachować ten drobny fakt dla siebie.
sobota, 04 marca 2006
Land Of Confusion
![]() Znacie to uczucie totalnego zagubienia pierwszego dnia w nowym miejscu pracy? I że potem, w miarę upływu czasu stajecie się coraz bardziej świadomi swoich umiejętności i wasza pewność siebie idzie w górę? OTÓŻ TO NIE STOSUJE SIĘ DO MNIE!! Im dłużej tam jestem, tym mniej rozumiem. Potrafię już robić kilka rzeczy, ale nie rozumiem, dlaczego mam je wykonywać. Mam nadzieję, że reszta nowych jest tak samo zagubiona. Nie chcę być jedynym z "WTF?" wymalowanym na twarzy.
czwartek, 02 marca 2006
Obwąchiwanie Ogonów
Wczoraj napisałem piękny wpis na temat pierwszego dnia w pracy, ale zgodnie z prawem Murphy'ego w momencie stawiania ostatniej kropki zdechł mi blaszak i wszystko poszło w diabły. A że dzisiaj mam mało czasu, więc opis będzie krótki, zwięzły i nieco chaotyczny.
Dojazd jest łatwy, w miarę szybki, a jednocześnie zapewnia spokojne przeczytanie kilku artykułów w The Economist. Budynek jest sporawy, cały wydział zajmuje kilka pięter. Na szczęście są oznaczone kolorystycznie, więc da się w tym połapać. Wiem, że urzędy skarbowe kojarzą się w Polsce z niezbyt ładnymi lokalami, stertami kartonowych tek i paniami w średnim wieku, zajętymi mieszaniem herbaty w godzinach przyjęć. Ale tutaj Skarbówka jest jednym z największych zleceniodawców na rynku usług IT i zatrudnia prawie tyle samo informatyków, co prawników podatkowych. Koncepcja "e-government" jest tu bowiem bardzo trendy. Wystrój można określić mianem przyjazno-futurystycznego. Klasą samą w sobie stanowią krzesła - tak wyczesane, że jest na wydziale jeden ergonom, którego jedyną misją jest pokazywanie ludziom, jak mają w nich siedzieć. Jako ekonomista jestem w mojej grupie "nowych" bardzo osamotniony, pozostali to prawnicy. Lody zostały jednak szybko przełamane, gdy odkryliśmy, że troje z nas jest pasjonatami gry World of Warcraft. To ustawiło nam dyskusje na cały dzień, ku trwodze naszej opiekunki. W budynku znajduje się siłownia i salka do aerobiku, w której odbywają się także treningi boksu i ju-jutsu, co zdecydowanie wytrąca mi z mojej leniwej ręki wymówkę, że na treningi zawsze mam daleko. Zresztą godzinę czasu pracy tygodniowo MUSZĘ poświęcić na jakąś formę ruchu, taka jest polityka Skarbówki. Ludzie są rozluźnieni i przyjaźni i nie skłamię, gdy powiem, że faktycznie mi się tam podoba. Miarą mojej aklimatyzacji może być fakt, że o mało co nie przysnąłem na jednym z zebrań (a był to dopiero mój drugi dzień). Z drugiej strony zdaje sobie sprawę z tego, że do tej pory byliśmy właściwie niańczeni. Wkrótce przyjdzie nam zdobyć szlify, a wtedy mój pogląd na to wszystko może ulec zmianie. Ale trzymajmy kciuki.
poniedziałek, 27 lutego 2006
Zielonego Pojęcia
Pojutrze mam zacząć pracę. Problem w tym, że Pani opiekująca się nowymi "rekrutami" postanowiła wyjechać sobie na narty. Jej szef przekazał mi, że listę przyszłego kwiatu Skarbówki zabrała ze sobą i że miała stamtąd obdzwonić wszystkich "nowych" i powiedzieć im co i jak. Ewidentnie tego nie zrobiła. Rezultat jest taki, że zaczynam pracę w środę, a nie znam miejsca, czasu ani osoby, do której mam się zgłosić. I weź tu zrób dobre pierwsze wrażenie! No nic, pomolestuje ich jutro telefonicznie w tej sprawie.
Czy się denerwuję? Nie, jeszcze to do mnie nie dotarło. Żołądek zacznie mi się skręcać dopiero jutro wieczorem i osiągnie apogeum w środę rano. Jak tylko przekroczę próg Skarbówki, chęć rzygnięcia zostanie zastąpiona przez koncentrację i opanowanie. Bedzię to trwało cały dzień, po czym przyjdę do domu i walnę się na wyro, kompletnie wyzuty z energii. Znam siebie. PS. Nie powtarzajcie moich błędów i nie kupujcie niczego w Empik Online, mieszkając poza Polską. Oferują przesyłki europejskie, ale ich system logistyczny jest do kitu. Czekałem z realizacją zamówienia miesiąc, po czym wycofałem się z umowy. Teraz czekam na zwrot pieniędzy. Pewnie przyjdą w sam raz na emeryturę.
niedziela, 26 lutego 2006
Prolog I Introdukcja
![]() Nie podam wam swojego imienia, miejsca zamieszkania, ba, nawet kraju, w którym pracuję. Sześć miesięcy nerwicy, depresji i stanów lękowych, które spędziłem po zakończeniu studiów sprawiło, iż dobro mojej kariery leży mi bardzo na sercu. Dość powiedzieć, że jestem świeżo po studiach ekonomicznych (które wyposażyły mnie w trudny do zdefiniowania wachlarz teoretycznych umiejętności) i że parałem się m. in. tłumaczctwem i webmasterowaniem. Jako że jestem patriotą, pielęgnuję starannie mowę ojczystą, ale jestem w pełni dwujęzyczny (trójjęzyczny, wliczając płynny angielski). Miałem zaszczyt zapoznać się z systemami edukacyjnymi dwóch krajów, więc można mnie uznać za produkt zjednoczonej Europy. Ale i tak, gdy przyjdzie pora na Mistrzostwa Świata w piłce kopanej usiądne dumnie na kanapie w biało-czerwonej koszulce i z kratą Lecha pod ręką. Ale jakaś zwarta terminologia musi być. A zatem: Ja - Poborca Kraj, w którym mieszkam i pracuję - Nibylandia Mieszkańcy tego kraju - Nibylandowie i Nibylandki Terminologia będzie uzupełniana w miarę rozwoju akcji. Zobaczymy, czy zjawi się jakaś publiczność. |